Czy moda w czasach PRL-u była nudna?

Nasza wiodąca i jedyna słuszna partia nie zdołała wpłynąć na nas względem ubioru. Każda pani domu potrafiła sama wyczarować w domu jakąś niepowtarzalna kreacje – w sklepach były pustki, a ludzie biegali nie za modą, ale za jedzeniem. W sklepach z materiałami pojawiały się kupony kretonu, krempliny – czy ktoś w ogóle pamięta to paskudztwo rodem z USA? Koszmarny, gruby, syntetyczny, z wytłaczanymi wzorami materiał, w okropnych kolorach. Najmodniejsze wtedy suknie ślubne, garsonki, żakiety właśnie szyte były z tejże krempliny. Ale mimo to, panie przerabiały różne ubrania, a przy pomocy dodatków tworzyły z nich niejednokrotnie fantastyczne kreacje. W dodatku, drugiej takiej nie było. Moda, styl domowym sumptem. Co się wtedy nosiło? Spodnie – dzwony, najlepsze były z dżinsu, ale można było takie kupić tylko w Peweksie. Spódnice – bananówki, kolorowe, długie, nawiązujące do epoki dzieci kwiatów. Koszule dżinsowe, też z Pewexu. Podkoszulki na ramiączkach. Podkoszulki bawełniane farbowane domowym sposobem w nieregularne wzory. Płaszcze wiosenne i jesienne – obowiązkowo były to trencze z paskiem. Tenisówki – do szkoły, do pracy, po pracy, a zimą niezapomniane Relaxy, na specjalne kupony. Mimo wszystko, porównując ówczesne ulice do dzisiejszych – chyba wtedy młodzież była bardziej kolorowo ubrana. Na przekór wszystkiemu.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.